Usłyszałam ostatnio to rozróżnienie, i przykuło ono moją uwagę.
Sporty walki nastawione są na współzawodnictwo, wygraną w zawodach, ogólnie na rywalizację.
Sztuki walki to aktywności nakierowane bardziej na samodoskonalenie, rozwój wartości i duchowość.
Tak sobie pomyślałam, że podobnie można podzielić jogę, na tę ćwiczoną dla sportu, dla osiągnięcia super asany, i tę która jest praktyką bardziej wewnętrzną, prowadzącą do rozwoju własnego, ale też do współpracy, a nie rywalizacji.
To nasza indywidualna, bieżąca potrzeba decyduje co wybieramy.
Patrząc na temat jeszcze szerzej, mam jeszcze jedną refleksję.
Każdy z nas ma swoją drogę, jest w jakimś dla siebie ważnym rozwojowo miejscu. Może ten etap współzawodnictwa i rywalizacji ma czemuś służyć i czegoś nas nauczyć. W końcu w sporcie jest również tzw. zasada fair play, w której są wartości: szacunek, pokora, uczciwość.
No właśnie, są wartości. Dopóki o nich pamiętamy jest dobrze, bez względu na to czy wybierzemy sport czy sztukę.
P.S.
Joga dla sportu rozwija się w najlepsze. W tym roku w Indiach odbyły się pierwsze mistrzostwa świata w jodze, World Yogasana Championship 2026. Klasyczna joga została zmieniona przez organizatorów w bardzo techniczną dyscyplinę sportową, którą można oceniać.
Świat się zmienia na naszych oczach.